upadajacy–aniol blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Gdy otwieram oczy szukam Cię
Lecz to co widze przytlacza mnie
Nie ma Ciebie, nie ma Nas
To wszystko co było zmienił czas
Byłeś obok lecz coś się stało
Teraz już nic mi nie zostało
Gdy jesteś blisko cieszę się
Lecz gdy Cię nie ma gubię się
Wiem, że nigdy nie będę z Tobą
Wszystko się zmieni i znów będę sobą
Kochać Cię bedę zawsze i wszędzie
Nikt inny mojego serca nie zdobędzie
Jesteś dla mnie wszystkim choć nie moge Cię mieć
Niezależnie co się stanie zawsze będę chcieć
Patrzeć w Twoje oczy i słuchać Twoich słów
Marzyć o tym byś był panem wszystkich moich snów
Wciąż mam nadzieje, że o mnie myślisz
Dziś jak co noc pewnie mi się przyśnisz

Przychodzi zawsze najmniej spodziewana
Gości w Twoim sercu od samego rana
Przeszywa Twoją duszę w zdłuż i w szerz
To dzięki Niej wiesz czego naprawdę chcesz
Czasem jest szczęśliwa, a czasem niesie ból
To przez Nią przybieramy codziennie inną z ról
Każdy pragnie by przyszła do niego
A gdy już sie zjawia ucieka od tego
Boi się Jej i tego co czuje
Bardzo często swych i innych uczuć nie szanuje
Taka jest nasza MIŁOŚĆ wielka
Nieznana, największa życiowa rozterka

Zgłodniałe serce karmi się okruchami… więc dalej będe się tak karmić… nadziejami… by życ?

35015hg.gif

.

1 komentarz

Zagubiłam się..
W swoim świecie..
Takim mi odległym
I nic nie znaczącym
Dla mnie nie istniejącym
To wszystko jest fikcją
Jakimś koszmarem..
Z którego nie mogę się obudzić
Ile jeszcze będę się trudzić
Żeby się wydostać z tego piekła
Ale wiem że mam Ciebie
Mimo wszystko musze liczyć tylko na siebie
Lecz ja nie dam rady
Pokonać cierpienia..
Poddałam się już
Moje ciało będzie zakrywac kusz
A Ty przyjdziez do mnie
I wylejesz jedna łzę
I zapamiętasz mnie na wieki..

chyba sie poddam… tak bardzo boli… Gdybym chociaż wiedziala ze kiedys bedzie lepiej… ale z dnia na dzień jest coraz gorzej…
przepraszam… nie jestem tak silna byc żyć…

Brak komentarzy

Każde twe słowo
jest jak sztylet
przekuwający moje
i tak już poranione serce

Każdy wdech i wydech
po prostu mnie boli

Wciąż wpatrzona w swą drogę
oczekuje twojej postaci
Ale jej nie ma
Bo nie ma ciebie
Nie ma nas
Jest po prostu dziś
Marne
Bolesne dziś

Świat zatrzymał się na chwile
by pośmiać się z mojej osoby..
Czarna otchłań
pochłania
moją twarz
moje sumienie
Krzyczę lecz nikt
głosu mego nie chce
słyszeć
Stoję w ruinach
swego człowieczeństwa
I płacze
Spływają kolejne łzy
Wszystkie dla ciebie
Nie chce ich
To mój prezent dla ciebie
Prezent dla minionych chwil.

Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
za Waszą czułość w nieczułości świata,
za niepewność wśród jego pewności,
za to, że odczuwacie innych jak siebie samych, zarażając się każdym bólem,
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna,
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.

Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
za Wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność nie mówienia innym tego co w nich widzicie,
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego co być powinno,
za to co nieskończone – nieznane – niewypowiedziane
ukryte w Was

Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
za Waszą twórczość i ekstazę,
za Wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk,
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed Wami

Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
za Wasze uzdolnienia – nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie Waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po Was),
za to, że chcą Was zmieniać zamiast naśladować,
że jestecie leczeni zamiast leczyć świat,
za Waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę,
za niezwykłość i samotność Waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi

Znowu powoli wydychasz dym
myślisz, że wszyskto już strcone
jesteś sam… chyba nie…
choć o tym nie wiesz
masz mnie
Unikasz mych oczu
uniksz mych słów
I nie wiesz jak wiele możemy razem
chcąc czy nie chcąc pogrążasz się w cieniu
a rozpacz sprawia
że twe serce staje się czarne
nikomu nie ufasz
wszyscy sa źli.
pamiętaj jednak- potem nie będzie odwrotu.
Nie wierzysz w słńce i radośc
wierzysz tylko w ból i smutek
Wierzysz w sny
ale tylko w te koszmarne
Nie wierzysz w wdech
lecz tylko w wydech
ten ostatni
Wierzysz w życie pośmierci
ale nie wierzysz w żyice przed smiercią
i uważasz, że takie życie ma sens
Nie chcesz niczyjej pomocy
uważasz, że nikt cię nie rozmie
bronisz samotności i cierpienia
mówiąc, że to jest słuszne
rękawem skrywasz łzy
i zasłaniasz twarz
sam sobie sprawiasz ból
i ci z tym źle
ale nie chcesz żeby było dobrze.
Sądzisz, że jesteś sam
i nikt cię nie rozumie
lecz mylisz się,
nawet jeśli tego nie chcesz
bo ja wiem co czujesz
i co przeżywasz…
z wyglądu niepozorna
lecz głęboko uczucia mam skryte
Jesli chcesz weź moją dłoń…
Ona na Ciebie czeka…

Jestem
Odrobiną samotności
Odrobiną ignorancji
Garścią narzekań
Ale nie mogę uniknąć tego,
Ze wszyscy widzą moje blizny
Jestem
Czym chcę, żebyś chciała
Czym chcę, żebyś czuła
Ale to jest tak, jak
Wszystko jedno co robię
Nie mogę cię przekonać
Żebyś uwierzyła, że to jest prawdziwe
Więc sobie odpuszczam
Patrząc jak
Odwracasz się ode mnie jak zawsze
Odwracasz twarz i udajesz, że mnie nie ma
Ale będę tu
Bo mam tylko ciebie

Nie czuję
Tak jak kiedyś
Nie odwracaj się ode mnie
Nie będę zlekceważony
Czas nie uleczy
Tych szkód już ani razu
Nie odwracaj się ode mnie
Nie będę zlekceważony

Jestem
Odrobinę niespokojny
Trochę niepewny
Bo nie rozumiesz
Że robię co mogę
Ale czasami nie rozumiem
Jestem
Czego nigdy nie chcesz powiedzieć
Ale nigdy nie miałem wątpliwości
To jest jakbym wszystko jedno co robił
Nie mogę cię przekonać
Żebyś choć raz mnie wysłuchała
Więc sobie odpuszczam
Patrząc jak
Odwracasz się ode mnie jak zawsze
Odwracasz twarz i udajesz, że mnie nie ma
Ale będę tu
Bo mam tylko ciebie

Nie czuję
Tak jak kiedyś
Nie odwracaj się ode mnie
Nie będę zlekceważony
Czas nie uleczy
Tych szkód już ani razu
Nie odwracaj się ode mnie
Nie będę zlekceważony

.

Brak komentarzy

Tyle nienawiści wokół,
tyle zła.
Odejdę stąd w daleki,
obcy świat.
Nikt nie zatęskni…
Nikomu po policzku
nie spłynie łza.
Na pusty dom sie natknę,
pewnego deszczowego dnia,
już nie tak pusty,
bo będę w nim ja…
Znajdą mnie martwą!
Albo nie.
Niech moje ciało tam gnije!
Nikt nie zauważy,
że mnie nie ma!
Nikomu mnie już nie potrzeba!
Niech wiec pożre mnie Matka Ziemia!
Au revoir,adieu,good bye,
innymi słowy żegnam was!


  • RSS